wtorek, 14 czerwca 2016

Let the story bigin... czyli jak to się stało, że mamy Furię.

Część osób już pewnie zna naszą historię, część dopiero pozna. Jakiś czas temu już ją opowiadałam publicznie i udało się nam za nią zgarnąć nagrodę od Miedzianki za "najlepszą historię adopcyjną".

 Tak pisałam w konkursie Miedzianki:

""
Furia, nasza najlepsza przyjaciółka. Nie zamieniłabym jej na żadna inną... 
Ale jak to się zaczęło? Już jako dziecko miałam słabość do terierów typu bull, 
niestety moja rodzina nie podzielała mojego zamiłowania do tych ras, 
głosząc wszem i wobec, że są to psi mordercy. Ja jako nastolatka musiałam każdego 
napotkanego wymiziać i wyprzytulać, na co mojej Mamie włosy na głowie stawały dęba i "radośnie" siwiały w przerażeniu. 
Lata mijały, u nas w domu mieszkał owczarek niemiecki nie akceptujacy innych psów, więc nie było szans. 
Gdy wyprowadziłam się z domu rodzinnego i zamieszkałam z moim mężczyzna od razu przystąpiłam do kampanii 
"Pies w Domu jest niezbędny". Jak się szybko okazało mój Marcin również nie podzielił mojej miłości 
do TTB i usłyszałam stanowcze "NIE, ja chce mieć kiedyś dziecko i nie chce żeby mi je pies zjadł" . 
Zderzenie z rzeczywistością było dość bolesne, dlatego grzecznie zaczęłam szukać innego psa, równocześnie wiedziałam,
 ze marzeń o amstafie nie odpuszczę. W naszym domu zawitała sunia w typie husky ze schroniska, a ja dalej nieustannie 
zasypywałam swojego facebooka (i facebooka Marcina) filmikami o ttb, ich miłości do ludzi, świadomym posiadaniu psa, hasłami 
"mój pies nie jest mordercą" i "don't blame a dog, blame an owner" ;) W naszym domu zawitał drugi pies kupiony z 
hodowli ZKwP jednak dalej nie był to pitbull. Jednak z upływem lat było widać zmianę w moim facecie,
wraz ze mną chórem powtarzał, że pies jest taki jak wychowa go właściciel. Prawdziwy przełom nastąpił, kiedy 
widziałam jak poucza on swojego znajomego, że dziabnięte dziecko nie jest winą psa tylko jego nieudolności 
w jego prowadzeniu. Uznałam, że moja operacja "odwrażliwiania" się powiodła i przystąpiłam ponownie do
 rozmów o TTB. Po pięciu latach udało się! Dostałam zielone światło na amstafa! To miał być nasz trzeci pies, 
a z uwagi na specyficzne stado trudno nam było znaleźć jakiegoś adopciaka. Odmówiono nam adopcji kilku psów
 z uwagi na problemy z zapoznaniem z naszym stadem, za dużą odległość czy dziecko (które pojawiło się u nas w tym czasie). 
Mieliśmy już odpuścić adopcję, Marcin chciał kupić psa w hodowli ZKwP, kiedy znalazłam ja... 
Furię. Mały niepozorny nietoperz odebrany z meliny, w której trzymana była w kartonach i karmiona resztkami ze stołu. 
Pięcio miesięczna suka bez socjalu, bez ogłady do psów, dzieci i ludzi. Agresja lękowa na czterech kopytach. Moja Furia. 
Znacie na pewno to uczucie, kiedy patrzycie na zdjęcie i wiecie, ze właśnie TO jest wasz pies i nie ważne, 
że dzień wcześniej ugadaliście wpłatę zaliczki za szczeniaka, tamten się nie liczy bo to właśnie teraz patrzycie NA WASZEGO psa. 
Było późno, ale to nie grało roli, złapałam za telefon, odebrała Ela. Dwa dni później nasza mała pirania była już u nas. 
W dniu przyjazdu miała 5 miesięcy, dzisiaj ma blisko 2 lata. W tym czasie musiałyśmy wypracować kupę rzeczy, 
 przerobić masę problemów, od lęku separacyjnego, po którym dzisiaj zostało tylko ćwierkanie pod drzwiami,
 przez agresję lękową do psów, po której dziś już prawie nie ma śladu, po zbyt wylewne witanie ludzi, z którym większe i 
mniejsze problemy mamy do dzisiaj, grunt, że suka już nie wchodzi nikomu na ramiona żeby dać buziaka. 
 
Wyśniona, wyczekana, wymarzona.

Codziennie pokazujemy wspólnie światu, że TTB to nie mordercy, 
że życie z pitbullem to nie niepokój o to czy nie odgryzie nam głowy, 
a przepiękna przygoda u boku fantastycznego, lojalnego przyjaciela.
Nasza Furia, nasza pitbullka.


s

PS. a wiecie co Wam jeszcze powiem? Nawet moi rodzice ją pokochali i już nie mówią, że ttb to mordercy!

 ""

 W sumie nie wiem co mogłabym dodać więcej. Może tylko to, że we wszystkich trudnych chwilach to między innymi dzięki niej się trzymam w kupie, ze nikt bardziej mnie nie motywuje do codziennego poderwania tyłka z łóżka (bo nie oszukujmy się, dziecku wystarczy włączyć bajkę, ale psa doniczką z trawą nie oszukam ;) ).















 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy