Część osób już pewnie zna naszą historię, część dopiero pozna. Jakiś czas temu już ją opowiadałam publicznie i udało się nam za nią zgarnąć nagrodę od Miedzianki za "najlepszą historię adopcyjną".
Tak pisałam w konkursie Miedzianki:
""
Furia,
nasza najlepsza przyjaciółka. Nie zamieniłabym jej na żadna inną...
Ale
jak to się zaczęło? Już jako dziecko miałam słabość do terierów typu
bull,
niestety moja rodzina nie podzielała mojego zamiłowania do tych
ras,
głosząc wszem i wobec, że są to psi
mordercy. Ja jako nastolatka musiałam każdego
napotkanego wymiziać i
wyprzytulać, na co mojej Mamie włosy na głowie stawały dęba i "radośnie"
siwiały w przerażeniu.
Lata mijały, u nas w domu mieszkał owczarek
niemiecki nie akceptujacy innych psów, więc nie było szans.
Gdy
wyprowadziłam się z domu rodzinnego i zamieszkałam z moim mężczyzna od
razu przystąpiłam do kampanii
"Pies w Domu jest niezbędny". Jak się
szybko okazało mój Marcin również nie podzielił mojej miłości
do TTB i
usłyszałam stanowcze "NIE, ja chce mieć kiedyś dziecko i nie chce żeby
mi je pies zjadł" .
Zderzenie z rzeczywistością było dość bolesne,
dlatego grzecznie zaczęłam szukać innego psa, równocześnie wiedziałam,
ze marzeń o amstafie nie odpuszczę. W naszym domu zawitała sunia w typie
husky ze schroniska, a ja dalej nieustannie
zasypywałam swojego
facebooka (i facebooka Marcina) filmikami o ttb, ich miłości do ludzi,
świadomym posiadaniu psa, hasłami
"mój pies nie jest mordercą" i "don't
blame a dog, blame an owner" ;)
W naszym domu zawitał drugi pies kupiony z
hodowli ZKwP jednak dalej
nie był to pitbull. Jednak z upływem lat było widać zmianę
w moim facecie,
wraz ze mną chórem powtarzał, że pies jest taki jak
wychowa go właściciel. Prawdziwy przełom nastąpił, kiedy
widziałam jak
poucza on swojego znajomego, że dziabnięte dziecko nie jest winą psa
tylko jego nieudolności
w jego prowadzeniu. Uznałam, że moja operacja
"odwrażliwiania" się powiodła i przystąpiłam ponownie do
rozmów o TTB.
Po pięciu latach udało się! Dostałam zielone światło na amstafa! To miał
być nasz trzeci pies,
a z uwagi na specyficzne stado trudno nam było
znaleźć jakiegoś adopciaka. Odmówiono nam adopcji kilku psów
z uwagi na
problemy z zapoznaniem z naszym stadem, za dużą odległość czy dziecko
(które pojawiło się u nas w tym czasie).
Mieliśmy już odpuścić adopcję,
Marcin chciał kupić psa w hodowli ZKwP, kiedy znalazłam ja...
Furię.
Mały niepozorny nietoperz odebrany z meliny, w której trzymana była w
kartonach i karmiona resztkami ze stołu.
Pięcio miesięczna suka bez
socjalu, bez ogłady do psów, dzieci i ludzi. Agresja lękowa na czterech
kopytach. Moja Furia.
Znacie na pewno to uczucie, kiedy patrzycie na
zdjęcie i wiecie, ze właśnie TO jest wasz pies i nie ważne,
że dzień
wcześniej ugadaliście wpłatę zaliczki za szczeniaka, tamten się nie
liczy bo to właśnie teraz patrzycie NA WASZEGO psa.
Było późno, ale to
nie grało roli, złapałam za telefon, odebrała Ela. Dwa dni później nasza
mała pirania była już u nas.
W dniu przyjazdu miała 5 miesięcy, dzisiaj
ma blisko 2 lata. W tym czasie musiałyśmy wypracować kupę rzeczy,
przerobić masę problemów, od lęku separacyjnego, po którym dzisiaj
zostało tylko ćwierkanie pod drzwiami,
przez agresję lękową do psów, po
której dziś już prawie nie ma śladu, po zbyt wylewne witanie ludzi, z
którym większe i
mniejsze problemy mamy do dzisiaj, grunt, że suka już
nie wchodzi nikomu na ramiona żeby dać buziaka.
Wyśniona, wyczekana, wymarzona.
Codziennie pokazujemy wspólnie światu, że TTB to nie mordercy,
że życie z
pitbullem to nie niepokój o to czy nie odgryzie nam głowy,
a przepiękna
przygoda u boku fantastycznego, lojalnego przyjaciela.
Nasza Furia, nasza pitbullka.
Nasza Furia, nasza pitbullka.
s
PS. a wiecie co Wam jeszcze powiem? Nawet moi rodzice ją pokochali i już nie mówią, że ttb to mordercy!
""
W sumie nie wiem co mogłabym dodać więcej. Może tylko to, że we wszystkich trudnych chwilach to między innymi dzięki niej się trzymam w kupie, ze nikt bardziej mnie nie motywuje do codziennego poderwania tyłka z łóżka (bo nie oszukujmy się, dziecku wystarczy włączyć bajkę, ale psa doniczką z trawą nie oszukam ;) ).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz